Przygoda w centrum Warszawy
Za nami kolejny wyjazd. Tym razem nasza drużyna spędziła weekend na Zlocie Chorągwi Stołecznej ZHP. Nie można było się nudzić, organizatorzy przygotowali tak dużo propozycji programowych, że nie starczyłoby czasu do przeżycia ich wszystkich. My musieliśmy wybrać tylko trzy z nich. Ale po kolei…
Wszystko zaczęło się w sobotę, 11 czerwca wcześnie rano na stacji PKP Brwinów. Stamtąd, dziesięć osób z naszej drużyny czyli cały kompletny patrol zlotowy (niestety nie było możliwości aby patrol był większy) wyruszyło pociągiem do Warszawy. Ze stacji Warszawa Zachodnia jedynie kilka przystanków autobusem miejskim i już o godzinie 7:00 zarejestrowaliśmy się na bramie zlotu na warszawskim Polu Mokotowskim.
Zabraliśmy się więc za rozkładanie namiotów w naszym „gnieździe” zlotowym o wdzięcznej nazwie Bukowina. Z naszym hufcem był jeszcze hufiec Sulejówek i Warszawa-Ochota. Inne gniazda to pozostałe hufce naszej chorągwi… W sumie ponad dwa tysiące harcerzy.
Po rozłożeniu i rozpakowaniu zostało parę minut na drugie śniadanie i wyruszyliśmy na miejsce pierwszego bloku programowego. Specjalnie wynajętymi autobusami miejskimi (przegubowcami, sama jazda nimi była niezłą przygodą) dotarliśmy na warszawskie lotnisko Okęcie. Tam usłyszeliśmy historię lotniska i zwiedziliśmy cały terminal, dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy o tym co dzieje się na takim lotnisku.
Po powrocie na teren zlotu była mała chwila i już zaraz wyruszyliśmy do podwarszawskiego Józefowa, gdzie nasz patrol miał okazję zmierzyć się z parkiem linowym. Emocji było naprawdę dużo. Po krótkim przeszkoleniu na trasie szkoleniowej, harcerze wyruszyli zmierzyć się z trudnymi trasami. Trudne przejścia, liny, zjazdy… To nie była zwykła zabawa, to trzeba było przeżyć.
Po parku linowym, który nas bardzo wymęczył i sprawił, że zaczęło nam burczeć w brzuchach (i to głośno), wróciliśmy do Warszawy, do „Miasteczka Sportowego” nad Wisłą. Tam co nieco zjedliśmy i przyszedł czas na atrakcje sportowe. Strzelanie z łuków, strzelanie z wiatrówek to tylko niektóre konkurencje, jakie przygotowali organizatorzy. Ruchu mieliśmy bardzo dużo, w konsekwencji czego po powrocie musieliśmy nadrobić trochę kalorii
W sobotni wieczór w centrum zlotu na scenie odbyły się jeszcze dwa koncerty, pierwszy bardziej energiczny w latynoskich rytmach, a drugim koncertem był występ zespołu Wolna Grupa Bukowina. Niestety z uwagi na bardzo intensywny dzień nie każdy dotrwał do koncertów, większość naszych harcerzy po prostu smacznie zasnęła w swoich namiotach.
Niedziela to najpierw rajd na orientację po Warszawie, w której wzięliśmy udział. Otrzymaliśmy wycinki mapy Warszawy w różnych dzielnicach i musieliśmy znaleźć określone miejsca, dotrzeć tam i odnaleźć na miejscu materiały, które przygotowali organizatorzy. Dla naszych harcerzy, którzy na co dzień nie mieszkają w stolicy było to wyzwanie, bo trzeba było samodzielnie ustalić sposób dotarcia na miejsce korzystając ze środków komunikacji publicznej.
Najpierw podróżowaliśmy metrem, a potem przesiedliśmy w tramwaj, który dowiózł nas w okolice cmentarza powązkowskiego. Tam zlokalizowane były trzy punkty. Potem wyruszyliśmy w okolice ulicy Towarowej, aby w końcu wsiąść w autobus i dotrzeć na godzinę 13:30 na Plac Piłsudskiego. Tam zjechali się wszyscy uczestnicy zlotu, aby ustawić w wielką harcerską lilijkę. A na koniec wszyscy harcerze utworzyli wielki krąg i odśpiewali Bratnie Słowo.
Oczywiście na koniec wróciliśmy autobusami na Pole Mokotowskie, gdzie czekało nas już tylko złożenie namiotów i posprzątanie po sobie. Chcieliśmy zostawić park w takim samym stanie w jakim go zastaliśmy.
Po spakowaniu się, posprzątaniu o godzinie 16:00 wyruszyliśmy w drogę powrotną. No i tak właśnie skończył się Zlot Chorągwi.
Poniżej reszta zdjęć ze zlotu:



